Temat tygodnia

Udany wieczór

Szczegółowo zaplanowany czy spontaniczny?
Poznaj przepis na udany wieczór
WARSZAWKAśka i Księżniczka z Bajkiem

Idealny wieczór musi być szczegółowo zaplanowany - wypad do klubu, świetny DJ, umówieni znajomi i kochane szpilki.

Na sobotni wieczór zazwyczaj nic nie planuję, bo wszystkie moje najlepsze Imprezy zaczynają się właśnie od braku planów.

Lotem na imprezę

Zaplanowany wypad do klubu, świetny DJ w mieście, umówieni znajomi, ukochane szpilki czekają na otwarcie sezonu. Po prostu plany na wieczór najlepsze z możliwych.

Czytaj dalej

Brak planu to też plan

Właśnie miałam umościć się wygodnie na przygotowanym legowisku z książką i kieliszkiem (no dobra, bez ściemy – butelką) wina, gdy zadzwonił mój przyjaciel J....

Czytaj dalej

Szpilki czy trampki?


Wyślij odpowiedź
x

Brak planu to też plan

Właśnie miałam umościć się wygodnie na przygotowanym legowisku z książką i kieliszkiem (no dobra, bez ściemy – butelką) wina, gdy zadzwonił mój przyjaciel J. z pytaniem, czy może do niego wpadnę. W sumie, czemu nie? – pomyślałam. Zanim dotarłam do J., na miejscu była już cała nasza paczka. Uznaliśmy, że noc jest zbyt piękna, żeby siedzieć w domu i postanowiliśmy się wybrać nad pobliską rzekę. Ognisko, śpiewanie (no ok, bardziej darcie japy, ale nie czepiajmy się szczegółów) przy gitarze największych polskich szlagierów i gapienie się w rozgwieżdżone niebo. O alternatywnych nazwach, które wymyśliliśmy dla znajdujących się nad nami gwiazdozbiorów, z pewnością nie śniło się nawet największym astronomom. A potem poranek kojota. Ale czymże – że tak poetycko zapytam – przy takiej nocy jest „mały” ból głowy, zdarte gardło, kilka siniaków, które wzięły się nie wiadomo skąd (przecież cały czas grzecznie siedziałaś przy ognisku), zgubiony lewy but i wory pod oczami takie, że można by nasypać tam kilogram ziemniaków? Drobiazg!

Dlatego na sobotnie wieczory zazwyczaj nic nie planuję, bo wszystkie moje najlepsze imprezy zaczynają się właśnie od braku planów.

Lotem na imprezę

Zaplanowany wypad do klubu, świetny DJ w mieście, umówieni znajomi, ukochane szpilki czekają na otwarcie sezonu. Po prostu plany na wieczór najlepsze z możliwych.

Przygotowania poszły dość szybko (jak na mnie) bo trwały jakieś trzy godziny (wliczając w to maseczki, odżywki, kąpiel i bieganie po domu z krzykiem bo, o ile sukienka była idealna, to mój brzuch już nie do końca). Ostatecznie założyłam szpilki, odmachałam znajomym czekającym w taksówce pod blokiem i zbiegłam ze schodów. Czy raczej sfrunęłam – lepsze słowo.

Dalszy scenariusz wieczoru był następujący. Dwie przyjaciółki odwiozły mnie do lekarza, wysłuchiwały zapewnień, że już NIGDY nie założę szpilek (taaak, jasne), oglądały z przejęciem moje zdjęcie rentgenowskie (żadnych złamań, na szczęście, za to stłuczenie solidne), i wreszcie przywiozły do domu. Ostatecznie skończyło się na wspólnym wieczorze na kanapie, z moimi ulubionymi filmami, kubełkiem lodów i najświeższymi plotami. I wiecie co, dzięki nim, zrozumiałam, że najważniejsze jest nie gdzie i jak, ale z kim! Dzięki, dziewczyny!

Praca marzeń

Pewnego dnia K., podobnie jak moja partnerka na łamach, postanowiła rzucić dotychczasową pracę, wyjechała na wieś, kupiła malowniczą chatę, po czym zaczęła prowadzić ekobiznesy.

Jednak zamiast wypoczywać na łonie natury podpisuje kontrakty, spotyka się z partnerami, zdobywa certyfikaty. I tak od świtu do nocy, siedem dni w tygodniu.

Siedziałyśmy na jej nowych włościach, widok za oknem oszałamiał, twarz K. nieco mniej.

- Jak ja bym do tego korpo wróciła. – westchnęła nagle.

- Po co? – zapytałam autentycznie zdziwiona.

- Odpocząć – wydusiła wreszcie i popiła tę odpowiedź winem.

Do K. zadzwoniłam kilka tygodni później, bo słyszałam, że szukają kogoś na stanowisko, które mogłoby się jej spodobać. Odmówiła. Przypomniałam więc naszą rozmowę.

- No jasne, że mam takie doły. – odpowiedziała – Ale pierwszy raz w życiu kocham swoją pracę.

Pomyślałam o wszystkich swoich nadgodzinach i spotkaniach przełożonych „bo praca”. A niech to… też narzekam, ale bym tego nie zamieniła na nic innego. Obie znalazłyśmy swoje miejsca. Całkiem różne, ale tak fajne, że warte płacenia czasem i zmęczeniem. I chyba właśnie o to chodzi! Nie sądzicie?

WARSZAWKAŚKA

Work-life balance

czyli dlaczego praca marzeń nie zawsze jest spełnieniem marzeń

Kończysz studia i marzysz o tym, żeby znaleźć dobrą pracę, w której nie tylko przyzwoicie zarobisz, lecz także będziesz mogła się rozwijać i generalnie „robić karierę”. I wreszcie jest – wyśniona posada w korpo. Wydaje Ci się, że złapałaś Pana Boga za nogi i że przed Tobą otwierają się bramy raju – lunche z klientami, karty sportowe i inne benefity, służbowe imprezy, designerski laptop i telefon, a przede wszystkim niebotyczne zarobki. Z tego wszystkiego zgadzają się tylko laptop i komórka, która prawie nie przestaje dzwonić. Z nadzieją, że wszystko zmieni się zagryzasz zęby i pniesz się mozolnie po kolejnych szczeblach korporacyjnej drabiny i rzeczywiście wszystko się zmienia. Również to, że w domu zaczynasz być tylko gościem i mimo że zarabiasz pieniądze, to nie masz nawet kiedy ich wydawać. W końcu orientujesz się też, że ledwo pamiętasz, jak wygląda Twoja najlepsza przyjaciółka i którędy jedzie się do Twoich rodziców. I to jest ten moment, kiedy mówisz: dość! Przynajmniej ja powiedziałam. Czy miałam wątpliwości? Oczywiście? Czy się bałam? Jak diabli! Bo dziś nie jest łatwo znaleźć dobrą pracę, a przecież żyć z czegoś trzeba. No właśnie, ale jeśli na to życie już nie starcza czasu? Teraz po południu mogę spotkać się ze znajomymi, a w weekend pojechać na cały dzień na rajd rowerowy. Bez stresu i dzwoniącej non stop komórki. Za to z uśmiechem na twarzy i radością w sercu. Bo kariera, to nie tylko superposada w korpo.

Księżniczka z Bajkiem

Bo grunt to lubić siebie

Księżniczka z Bajkiem

– To może o 8? – zaproponowałam, próbując ustalić z M. godzinę naszego sobotniego treningu biegowego.

– O 8?! Zwariowałaś?! Musiałabym wstać najmniej o 5 rano! Przecież sam make up zajmuje minimum dwie godziny!

Zdębiałam. Make up na poranną sobotnią przebieżkę? Serio? Przyznam, że nigdy nie rozumiałam dziewczyn, które robią pełny makijaż, wychodząc rano po bułki do sklepu. I nie chodzi tu o to, żeby w ogóle się nie malować. Sama przecież robię makijaż do pracy czy na jakieś większe wyjścia, ale na treningu, spacerze z psem czy grillu ze znajomymi wolę wyglądać naturalnie. Tak mi jest po prostu wygodniej. Poza tym, gdy patrzę na siebie w lustrze bez makijażu, nie myślę „Fuj, co za paskudztwo! Trzeba to jak najszybciej zatapetować”. Przeciwnie – lubię siebie taką, jaką jestem. Lubię swoje piegi, rumiane policzki i lekko zadarty nos. I uważam, że kurze łapki od częstego uśmiechania się są dość urocze. Dlatego na co dzień stawiam na delikatny make up nude lub w ogóle z niego rezygnuję. A czas, który miałabym spędzić nakładając kolejne warstwy kosmetyków, wolę poświęcić na przyjemności

Księżniczka z Bajkiem

Moda na miarę potrzeb

Księżniczka z Bajkiem

– Musisz czasem wyjść do ludzi – powiedziała stanowczo M. Chciałam jej uprzejmie przypomnieć, że wychodzę regularnie, a jakże – do kina, teatru, a czasem nawet opery. Wiedziałam jednak, że tę bitwę przegrałam i chcąc nie chcąc, będę musiała iść na ten pokaz wiosennej kolekcji jednej z najbardziej znanych polskich projektantek, czyli dokładnie tam, gdzie pasuję jak kwiatek do kożucha. – Aha i wcześniej pójdziemy na zakupy – oświadczyła M.

To nie jest tak, że nie lubię mody. Lubię, ale na co dzień po prostu stawiam na wygodę. Zresztą jestem zdania, że jedno z drugim można całkiem dobrze połączyć. No bo wyobraźcie sobie, że biegnę rano do pracy na autobus. Podmiejska nawierzchnia pozostawia wiele do życzenia, za to niewiele wybacza. Dlatego właśnie w mojej szafie są głównie płaskie balerinki i sportowe buty. A ciuchy? Przyznam, że nie bardzo mam czas i ochotę śledzić najnowsze trendy, które zmieniają się tak szybko jak w kalejdoskopie. Kupuję po prostu to, co mi się podoba i w czym wyglądam i czuję się dobrze.

Przed pokazem M. wcisnęła mnie w paskudną, pstrokatą i zdecydowanie za krótką kieckę z jakimś koszmarnym kwieciem udrapowanym na ramieniu niczym gigantyczna kapusta. Całości dopełniał fikuśny kapelusik z piórami, w którym czułam się jak okazała kwoka.

– No teraz nikt nie oderwie od Ciebie wzroku – powiedziała zadowolona. No i tu się z nią akurat zgodziłam w całej rozciągłości. Jeszcze tylko narzędzie tortur w postaci 11-centymetrowych wyszywanych kryształkami szpilek, które błyszczały tak, że spokojnie mogłyby zastąpić światła przeciwmgielne, i mogłam „iść do ludzi”.

Cały wieczór modliłam się, aby ten festiwal próżności wreszcie dobrnął do finału. Na szczęście wszystko, co niedobre też kiedyś się kończy, choć niestety nie tak szybko jak to, co dobre. Następnego dnia rano jak zawsze lekko spóźniona wybiegłam z domu do pracy. Tym razem już ubrana, a nie przebrana.

– Dzień dobry! Wczoraj to chyba jakieś wielkie wyjście było, prawda? – zagadnął mnie dyrektor jednoosobowej firmy monitoringowej „Sąsiad security”, która od niepamiętnych czasów działa na naszym osiedlu, a której siedziba znajduje się dokładnie obok mojego mieszkania.

– Mhm – mruknęłam gotowa biec dalej.

– No odważnie pani wyglądała no i tak... no... modnie. Ale ja to pani powiem, że wolę panią taką jak zawsze – na luzie i z rozwianymi włosami. Tak świeżo i dziewczęco.

No i git. Bo ja też siebie taką wolę.

A Wy? Też stawiacie na wygodę i własny styl czy raczej kupiłyście już coś z tej kolekcji, na której pokazie byłam?

Księżniczka z Bajkiem

M. jak moda

WARSZAWKAŚKA

O ile Księżniczka z Bajkiem może się poszczycić przyjaciółką M., mój M. jest facetem. Przystojnym, zabawnym, oczytanym i… zajętym. Mimo to zakochałam się w nim na zabój. Straciłam pół roku na wylewanie łez, słuchanie ponurych kawałków i picie wina. I na fatalne ciuchy. Tak – w czasach, w których przeżywałam niespełnioną miłość, ubierałam się fatalnie. Jakieś powyciąganie dresy, paskudne spódnice, które zaprojektował ktoś mający problemy ze wzrokiem i samym sobą, babcine swetry. Mój miłosny upadek doskonale korespondował z upadkiem stylu.

Aż pewnego dnia (była wtedy wiosna, a wiosną wszystko jest łatwiejsze), odkryłam, że zakochanie mi przeszło. Tak po prostu. M. nagle był dla mnie tylko jednym z wielu. I wiecie co zrobiłam jako pierwsze? Kupiłam sobie sukienkę. Tak!

Dlatego, tak jak w poprzednich latach, mam zamiar poświęcić przynajmniej jeden weekend na studiowanie magazynów i portali, żeby śledzić trendy. Ostatecznie nie zastosuję się do większości z nich, ale te, które mi pasują, potraktuję z należytą uwagą i respektem. I jestem, Księżniczko prawie pewna, że w swoim buncie przeciw dyktaturze trendów, tak na serio, jesteś dokładnie tego samego zdania co ja – ubranie ma poprawiać humor, sprawiać, że czujemy się lepiej. Jeśli dla Ciebie są tym trampeczki i sweterki, to super. Nie oszukujmy się – wiesz doskonale, że podobasz się w nich tej osobie, na której powinno ci najbardziej zależeć – Tobie samej.

A jak tam u Was dziewczyny? Lubicie bawić się modą? I najważniejsze – dla kogo się ubieracie?

Warszaw Kaśka

Zabawa w urodę

WARSZAWKAŚKA

Mam nadzieję, że sąsiedzi byli akurat na spacerze, kiedy ściągałam z twarzy B. maseczkę peel-off, bo popiskiwała strasznie. Po chwili B. miała nieco mniej brwi, ale supergładką cerę. Nie było jednak czasu na płacze – w kolejce czekało jeszcze kilka zabiegów. To był jeden z naszych piątków urody – tradycja, która zaczęłyśmy jeszcze na studiach, kiedy to w akademiku musiałyśmy dokonywać wyboru – zjeść jogurt, czy nałożyć go sobie na twarz. Dziś trend kosmetyków DYI powraca a my witamy go jako ekspertki. Dlatego na naszych wieczorkach pojawiają się modne azjatyckie maseczki, ale i pulpy z miodu i płatków owsianych. Kochamy te wspólne wieczory, bo to odpowiednik zabawy lalkami, które przecież na okrągło ubierało się i upiększało.

Nie wierzę, że przekonam Królewnę z Bajkiem, ale być może jej znajoma malująca się przez dwie godziny, nie jest zakładniczką własnej twarzy, wołającą o pomoc. Może ona po prostu lubi się malować, ma z tego taką frajdę, jak inni z dwugodzinnej przebieżki. W końcu o to chodzi, żeby w wolnym czasie robić to co się lubi. Nawet jeśli to oznacza czasem przypinanie sztucznych rzęs przed wyjściem ze śmieciami. A jak tam u Was?

Warszaw Kaśka

WarszawKaśka

Żyje życiem miasta i już kilka kilometrów od centrum zaczyna czuć się nieswojo. Wie gdzie się aktualnie bywa i co się aktualnie robi (chociaż nie zawsze rozumie, po co). Związki miewa a przyjaźnie ma – takie na stałe i na dobre i złe. Kiedyś chciała być szalonym naukowcem, dziś wie już, że z tego wyszła jej zaledwie połowa i nie chodzi bynajmniej o karierę naukową. Jest freelancerką, a to pozwala jej pracować tam, gdzie chce. Najczęściej w ulubionej kawiarni, z której ma doskonały widok na ukochaną Warszawę. Chociaż i tak jej zdaniem najlepiej patrzy się na świat z przymrużeniem oka.

Księżniczka z Bajkiem

Gdy kiedyś babcia zapytała ją, kim chce zostać, jak dorośnie, odpowiedziała: „księżniczką z bajki”. W końcu jednak zamiast różowych tiulowych sukienek wybrała strój kolarski, a szklane pantofelki zastąpiła butami SPD. Dlatego znajomi nazywają ją Księżniczką z Bajkiem. Miłość do jazy na rowerze zaszczepił w niej ojciec jeszcze w dzieciństwie i od tamtej pory, jak gdzieś szła, to jechała na rowerze. A jak nie jeździ, to biega, pływa albo włóczy się po Tatrach. I w ogóle dość trudno utrzymać ją dłużej w jednym miejscu. Slow life i hygge zaczęła uprawiać, zanim dowiedziała się, że coś takiego w ogóle jest. Do życia podchodzi z dystansem i przymrużeniem oka, bo – jak twierdzi – życie tak samo podchodzi do nas.

NAZWA PRODUKTU LECZNICZEGO: ESPUMISAN, 40 mg, kapsułki SKŁAD JAKOŚCIOWY I ILOŚCIOWY: Każda kapsułka zawiera 40 mg symetykonu (Simeticonum). Substancje pomocnicze o znanym działaniu: metylu parahydroksybenzoesan (E 218) 0,28 mg, żółcień pomarańczowa FCF (E 110) 0,002 mg. POSTAĆ FARMACEUTYCZNA: żelatynowe kapsułki, prawie okrągłe, żółte, miękkie, o gładkiej powierzchni i widocznej spoinie. Zawartość kapsułek jest bezbarwna i może być lekko mętna. WSKAZANIA DO STOSOWANIA: w leczeniu objawowym dolegliwości żołądkowo-jelitowych związanych z gromadzeniem się gazów, np.: wzdęcia; w przypadku wzmożonego powstawania gazów w okresie pooperacyjnym; pomocniczo w badaniach diagnostycznych okolic brzucha, np. badaniach radiologicznych i ultrasonograficznych oraz gastroskopii. Espumisan wskazany jest do stosowania u dzieci w wieku powyżej 6 lat, młodzieży i dorosłych. PRZECIWWSKAZANIA: Nadwrażliwość na substancję czynną, żółcień pomarańczową FCF (E 110), metylu parahydroksybenzoesan (E 218) lub na którąkolwiek substancję pomocniczą. PODMIOT ODPOWIEDZIALNY POSIADAJĄCY POZWOLENIE NA DOPUSZCZENIE DO OBROTU: Berlin-Chemie AG, Glienicker Weg 125, 12489 Berlin, Niemcy. Ostatnia aktualizacja: 07.2016 Informacja naukowa: BERLIN-CHEMIE/MENARINI POLSKA Sp. z o.o. ul. Cybernetyki 7B, 02-677 Warszawa, tel. 22 566 21 00